>> EntEr
ten post generalnie jest przejściem. przejściem od formy oficjalnej do formy właściwej temu miejscu. od informacji ogólnych na temat zagadnienia do informacji szczegółowych na temat spotkanych epizodów ulicznych. no i w końcu przejściem się z wami po głośnym mieście.
teraz mamy lato. dużo ciepłych dni, dużo energii, dużo chęci by wyjść, krzyknąć, dotknąć. wiele osób korzysta z tej okazji, ze swoich predyspozycji, co kto ma. i idzie w teren. wynuża się z urabnistycznych jaskiń na powierzchnię, prostuje się, przypatruje betonowym gąszczom. słucha gwarnej, miejskiej symfonii. i-gra także.
[miesjce: krakowskie przedmieście_przed drzwiami wydziału geografii i studiów regionalnych_obok bramy głównej kampusu centralnego uniwersytetu warszawskiego
[czas: 14:45_miejscami pochmurne niebo, lecz ciepło i nie pada
[akcja: chłopak około 24 lat_gra na złotej trąbce
==
z początku wydało mi się to robotą jakiegoś szpiega. ale zaciekawienie sytuacjami sprawiło, że uczucie to minęło - wiedziałem w jakim celu to robię. usiadłem na przeciwko wysokiego, młodego chłopaka grającego na trąbce, wyjąłem zeszyt, długopis, czekałem. chłopak grał proste, rozpoznawalne przez przechodniów (publiczność) melodie, o czym świadczył fakt, że czasem dośpiewali lub donucili dalszą część. w pewnym momencie przyszła jego koleżanka. chłopak często przerywał grę rozmową z nią. jego gesty i ruchy sugerowały, iż muzykuje trochę od niechcenia. nie wiem, czy cel zarobkowy był w jego przypadku głównym czy drugorzędnym, w każdym razie tuż przed nim leżała czapka oczekująca na drobne wynagrodzenie ze strony publiczności w zamian za umilanie ich popołudniowego spaceru muzyką. to dosyć często spotykane. jeśli ktoś chce wyrazić swój entuzjam lub podziw, to zwyczajnie podchodzi i wrzuca do czapki tyle pieniędzy, ile uzna za stosowne. gest ten jako konwenans, znak zawierający się w konwencji tego typu wydarzeń rozumiany jest przynajmniej w całej europie. to jeden z podstawowych sposobów na wytworzenie się interakcji między osobą występującą a widzem. a w dodatku pozwala artyście dorobić sobie.
chłopak regularnie grał na przemian dwie melodie: jedna ze "skrzypka na dachu", druga z "ojca chrzestnego". dwa znane motywy z popularnych filmów. taka częstotliwość świadczyć może o ubogim repertuarze artysty, jego poziomie umiejętności lub braku doświadczenia i śmiałości do grania w przestrzeni miejskiej. albo równie dobrze o jego zamyśle, upodobaniach (w końcu obserwowałem go przez jakiś wycinek czasu trwania jego występu). niemniej jednak grał czysto, ładnie, światło odbijające się w złocie trąbki rzucało blask na pobliskie fasady budynków, melodia niosła się po ulicy, okalała kamienice, była przyjemna dla ucha. nie przyjmował roli performancera używającego instrumentu jako atrybut sceniczny w celu prowokacji, żartu czy demonstracji ukrytych treści. przekaz występu był prosty: chłopak grał na trąbce, by muzyką zaskarbić sobie sympatię przechodniów, którzy w drodze podziękowania wrzucą parę monet do jego czapki.
chociaż muzyka była sympatyczna, wykonywana dokładnie, a echo brzmień docierające w najciaśniejsze zakamarki ulicy podwajało efekt, niewieleu przechodniów reagowało w jakiś szczególny sposób na występ. raczej zajęci rozmową z kimś, kto idzie obok nich, mijali chłopaka obojętnie (choć pewne jest, że nie mogli pozostać obojętni na jego grę - mogli nie patrzeć, ale nie mogli nie słyszeć.), czasem wrzucali monetę do czapki, co nie zdarzało się jednak często. chłopak okazywał zniecierpliwienie, starał się werbalnie, za pomocą perswazji słownej skłonić ich do datków. to drugi, intensywny rodzaj interakcji, która momentami wytwarzała się pomiędzy dwoma biegunami tego samego zjawiska.
miejsce, które wybrał za "punkt emisji" wpływu jego muzyki na przechodniów, było odpowiednie: krakowskie przedmieście to reprezentatywna ulica, gdzie mijało go pełno turystów (obecność starego miasta i zabytków), studentów (obecność uczelni), a także wszelkich osób dokładniej niezdefiniowanych: starszych, dzieci, kobiet i mężczyzn, także zamożnych. istniejące kawiarnie i sklepy również wpływały korzystnie na dynamikę tamtego obszaru miejskiego, a więc teoretycznie zwiększały statystyczną ilość osób zainteresowanych jego występem, również tych, którzy mogliby go wspomóc. mimo to rezultat wydawał się marny, tak przynajmniej wyrażał to swoim zachowaniem chłopak. prostota akcji, jej powtarzalność w wielu miejscach przestrzeni miejskiej (oraz słabe zaangażowanie artysty) mogły stanowić przyczynę takiego przebiegu zdarzeń.
chłopak grał coraz rzadziej. w zasadzie tylko wtedy, gdy widział zbliżające się większe skupiska ludzi. tak oto tłum wpływał na jego występ: kiedy zbliżały się osoby, które mogłbyby być potencjalnymi widzami (trudno ustalić, kiedy nimi się stają - dopiero w momencie, kiedy zdecydowanie zwracając uwagę na muzyka, np. stając przed nim, wrzucając pieniążek - czy już wcześniej, z daleka słysząc melodię, czyli siłą rzeczy w jakiś sposób obcując z występem, będąc w zakresie jego oddziaływania) zaczynał intensywniej grać, zmieniać melodie, kontaktować się z nimi (wchodzić w interackje), kiedy jednak na ulicy zapanowywała pustka, chłopak opuszczał trąbkę, oddawał się rozmowie z koleżanką.
Godzina 15:01 - chłopak schował pieniądze i instrument, oddalił się. blask złota spełzł po ścianach. występ się skończył. miasto grało swoje.
ExIt#_
niedziela, 27 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz